Kwitnące osmantusy


Hangzhou słynie jako jedno z niewielu miejsc w Chinach, gdzie uprawia się osmantus. Właśnie w tym tygodniu zakwitły nam żółte kwiaty. Prawie całe miasto wypełnione jest słodkim zapachem.

Rozpoznawalnym znakiem Hangzhou jest herbata - odmiana Longjing 龙井 i drzewa osmantusa. Osmantus to niewielkie drzewo, które posiada malutkie, żółte kwiatuszki. Mogą one służyć jako dodatek do herbaty. Proces parzenia takiej herbaty wygląda na prawdę widowiskowo, właśnie tak:

Globus

Właśnie kupiliśmy sobie globus! :) Echh, mała rzecz, a cieszy. Na codzień używamy tradycyjnych map lub maps.google.com, ale mieć cały świat w dłoni to zupełnie inne uczucie. I tak to też lepiej zaobserwowaliśmy gdzie jesteśmy. Hangzhou okazuje się być bliżej równika niż myśleliśmy. Jesteśmy na podobnej szerokości jak New Delhi, nieco bardziej na południe od Bagdadu, Kairu, a w Ameryce jesteśmy na szerokości podobnej do granicy USA i Meksyku. Ale najbardziej zaskakuje Afryka, ha! Czyli dlatego nam tutaj tak ciepło :) Choć niestety temperatura szybko już zaczyna spadać, obecnie jest w okolicach 20 stopni.

Łodzią przez kanały


Nasz hotel w Suzhou położony był z jednej strony obok zwykłego miasta w stylu zachodnim. Z drugiej zaś strony, jak za magiczną bramą rozpościerał się zupełnie inny obraz. Wzdłuż pobliskiej ulicy Shangtang ciągnął się kanał wodny, nad którym kamiennym mostem wkraczało się w starą część miasta. Tradycyjne uliczki, czerwone lampiony, sklepy z jedwabiem i tradycyjnymi wyrobami chińskimi. Jednak największą atrakcją był rejs łodzią po kanałach. Nie turystycznych, co ciągnących się między zwykłymi, często ubogimi domami, żywo przypominając rejs gondolą po Wenecji.



I co właśnie z postawionym pytaniem, czy Suzhou faktycznie może być nazywane Orientalną Wenecją? Myślę, że jeżeli ograniczyć się do tego jednego kanału, tudzież do jego odnóg i gdyby nie schodzić na ląd - można tak powiedzieć. Jednak w Chinach trzeba brać poprawkę na wielkość - tutaj wszystko jest ogromne, dużo większe niż oczekiwaliśmy. I w tym wypadku nie jest inaczej. Kiedy populacja Wenecji wynosi niecałe 300 tysięcy, to Suzhou już ponad 2 miliony. Dlatego kanały przypominają Wenecję, ale rozciągniętą na ogromnym balonie - z dużo mniejszym zagęszczeniem, z normalnym ruchem ulicznym pomiędzy kanałami czy dużymi osiedlami mieszkalnymi, które miały wystarczającą ilość miejsca, żeby nie przycupnąć zaraz nad wodą. Samych kanałów w Suzhou jest tyle samo, jeśli nie więcej niż w Wenecji. Tylko rozciągają się one na o wiele większym obszarze i same w sobie są znacznie większe.


Musimy przyznać, że podróżując po Chinach zaczynamy tęsknić za "małością". Odwiedzając każde kolejne miasto mamy nadzieję, że już nie zobaczymy wieżowców, że będzie to przytulne miasteczko w stylu Zakopanego lub nawet jeszcze mniejsza miejscowość. Ale ilekroć coś rekomendowane jest jako piękne widoki górskie, sielski nastrój, w ostateczności okazuje się być miasteczkiem, o zaledwie 2-4 mln mieszkańców. I fakt, często na Chiny trąci to już zaściankowością, to jednak pozostawia wiele do życzenia w przypadku "poszukiwań małości". Teraz z coraz większą determinacją szukamy czegość małego - na celowniku mamy małą wioskę znaną z hodowli jedwabników. Jeżeli będzie tam poniżej 1 mln mieszkańców, to już będzie dla nas sukces. Tylko jak tam dotrzeć?... Wkrótce opiszemy, że to wcale nie takie banalne jakby się mogło wydawać.
C.D.N. - czyli drugi dzień w Suzhou i jego słynne ogrody.


Spacer po Suzhou


Zdjęcia zaprezentowaliśmy wczoraj - i co mogłoby z nich wynikać? Każdy ma swoją wizję, my opowiemy co sami zobaczyliśmy. Przyjazd do Wenecji Orientu bynajmniej nie zaczął się przyjemnie. Ot okazało się, że hotel, który zarezerwowaliśmy nie uznaje naszej rezerwacji. I nie dość, że chcą wyższej opłaty niż w Internecie, to dodatkowo nie zwrócą nam już zapłaconych pieniędzy. Wiedząc że okoliczne hotele są droższe i tak postanowiliśmy wyjść i poradzić sobie samodzielnie. Koniec języka za przewodnika i... przewodnik nam się znalazł. Ot zapytany o pobliskie hotele Chińczyk w warsztacie rowerowym wskazał nam jeden. Wskazał, a nawet nas zaprowadził. Takie sytuacje zdarzały nam się już wcześniej, ale ten, widząc że hotel jest już zajęty postanowił pokazać nam kolejny. I dalej, piechotą, poszliśmy razem. Gdy okazało się, że żaden z trzech hoteli nie ma już wolnych pokoi, pokazał nam palcem jeszcze inny kierunek, poinstruował, że mamy przejść most i tam coś znajdziemy. Ok, poszliśmy. Idziemy, a tu zaraz na skuterze macha nam znajomy Chińczyk - pozdrowił nas i minął pośpiesznie (na zdjęciu). Zaraz za mostem widzimy marne zabudowania, niemal slumsy, zastanawiamy się, czy tu może być hotel? Już zaczęliśmy zawracać, kiedy pojawił się nasz przewodnik i zapewnił, że tak, tak, to właśnie w tą stronę. W porządku, ale czemu on jest taki uprzejmy, ze skuterem jeździ z nami za hotelem, pyta, pomaga szukać. Sympatyczny Chińczyk (wbrew opiniom!) to coś naturalnego. Ale pierwszy raz jakiś był aż tak uprzejmy...


Bezskutecznie odwiedziliśmy kilka kolejnych hoteli. Tymczasem przemierzając piechotą Suzhou mieliśmy okazję zobaczyć to i owo. I generalnie potwierdza się to, co widać w większości miast-atrakcji turystycznych Chin. Duże molochy, wieżowce, często bardzo nowoczesne, z zatłoczonymi kilkupasmowymi ulicami. Nic z romantycznych wizji dalekiego Orientu. Fakt, w mieście jest ładnie, ale urok podobny jest do tego z miast USA lub do właśnie Paryża, jak też nazywa się czasem Suzhou - Paryżem Orientu. W Paryżu nie jest niczym nadzwyczajnym zapuścić się w mniej urokliwe zakola Sekwany czy zaniedbane przedmieścia. Ale Chiny, zdawać by się mogło wyglądać powinny inaczej - kiedy tutaj, różnice są bardzo subtelne, objawiające się głównie w napisach w chińskich znaczkach i tłumie Chińczyków. Reszta to zwyczajne miasto w stylu zachodnim. Oczywiście wszystko diametralnie się zmienia, kiedy docieramy do zabytków czy konkretnych atrakcji turystycznych. Ale o tym za chwilę.
Było już późne popołudnie, kiedy nasz przewodnik pojechał przodem do kolejnego hotelu, a my zobaczyliśmy tabliczkę "兵官" czyli hotel, wskazującą przeciwny kierunek. Rozdzieliliśmy się, czekając na Chińczyka i jednocześnie kierując się zgodnie z drogowskazem. I to był strzał w dziesiątkę, znaleźliśmy tańszy hotel niż poprzednio, znacznie ładniejszy i do tego w przepięknej okolicy. Tylko nasz przewodnik musiał poczuć się zawiedziony, gdyż w hotelu powiedzieli mu, że "niestety, sami znaleźli nasz hotel". Nie zrozumieliśmy całej rozmowy, ale wynikało z tego, że liczył na jakiś grosz z przyprowadzenia klientów. Chcieliśmy go jeszcze zaprosić na obiad, gdyż był wyjątkowo uprzejmy, ale zdążył uciec pospiesznie. Cokolwiek nim powodowało, miło go wspominamy.
Nareszcie mogliśmy zostawić bagaże i wyruszyć zwiedzać. I od razu ukazała nam się zupełnie inna część Suzhou, taka jak opisywana w przewodnikach i jednocześnie naturalna, malownicza i baśniowa. C.D.N.


Kilka zdjęć z Suzhou

I jesteśmy, wróciliśmy z Suzhou. Raj na Ziemi, Wenecja Orientu, Paryż Dalekiego Wschodu - które z tych nazw Suzhou są prawdziwe? Zobaczcie sami, wyróbcie sobie własną opinię, a i my wkrótce podzielimy się własnymi.
Na początek mapka oraz miejsca które odwiedziliśmy. Można wyświetlać opisy i samodzielnie eksplorować teren.


Wyświetl większą mapę

Teraz widok ze zbliżenia, czyli Suzhou naszym obiektywie:


Północna Pagoda, najwyższa w mieście, mierzy 76 metrów wysokości.


Widok z ostatniej kondygnacji pagody na panoramę Suzhou. Niska zabudowa, a w oddali widać wieżowce.


Kanały, po których można przepłynąć się łodzią.


Suzhou nocą.

Do Suzhou

Korzystamy z tygodniowej przerwy i wybieramy się do Suzhou. Miasteczko położone jest tuż obok Shanghaju, więc i nie jest daleko od Hangzhou. Najbardziej znane jest przede wszystkim z przepięknych ogrodów i kanałów. Z tego powodu Suzhou, zwane jest Wenecją Orientu. I faktycznie, Wenecja i Suzhou to miasta partnerskie, mają też bardzo podobną gęstość zaludnienia - ok 700 osób na kilometr kwadratowy. Z tą jednak znaczącą różnicą, że populacja Wenecji wynosi niecałe 300 tysięcy, a Suzhou ponad 2 miliony...
No cóż, w trakcie święta pewnie będzie to jeszcze większa liczba, jakkolwiek, mamy nadzieję przekonać się na własne oczy, czy Suzhou faktycznie zasługuje na miano Wenecji Orientu :)

Święto narodowe, 1 X

Po 3 tygodniach nauki czas na przerwę :) I oto jest - tydzień przerwy: Święto Narodowe z okazji proklamowania ChRL, 1 października 1949 r. Jest to trzecie najważniejsze święto w Chinach po obchodach Nowego Roku Księżycowego i Dniu Pracy. Pewnie się trochę zdziwicie, bo dlaczego aż tydzień trwa Narodowe Święto. Tak długi okres wolnego wprowadzono dopiero w 2000 r. głównie dlatego aby móc pojechać odwiedzić swoje rodziny, często oddalone o kilkaset. Innym powodem, mającym wymiar finansowy była chęć rozwijanie turystyki lokalnej. I ten plan chyba był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. W ciągu Święta Narodowego ok 120 milionów (sic!) Chińczyków wybierają się w podróżż. A to oczywiście wiąże się z takimi problemami jak: brak biletów, brak wolnych miejsc w hotelach oraz na każdym kroku ogromna liczba turystów. Niestety ten fakt popsuł nam trochę nastroje świąteczne. Tłum w Chinach nie jest równy tłumowi polskich świąt, gdyż znacznie go przewyższa liczebnie. Nawet nasi nauczyciele ostrzegali nas przed natłokiem turystów i życzyli przede wszystkim spokojnego i BEZPIECZNEGO świętowania. A nasze plany przedstawiają się następująco: w poniedziałek wyjeżdżamy do Suzhou, gdzie zatrzymamy się około dwóch dni. Potem może uda nam się dostać do Nankinu. Życzcie nam niewykupionych biletów i wolnych pokojów w hotelach ;)

Ochłodznie :)


I nadeszła najbardziej oczekiwana przeze mnie chwila - ochłodzenie. Wstaję sobie dzisiaj rano o 7 :00 na zajęcia, patrzę a tu pada. Podchodzę do okna, wieje zimny wiatr. Okazało się , że właśnie nad wybrzeżem przechodzi kolejny tajfun. W Hangzhou skutki tajfunu są w postaci deszczu, bardzo silnego wiatru i spadku temperatury. Oczywiście, nie wyobrażajcie sobie ochłodzenia na miarę polską, jest nadal ok. 20 stopni - przypomina polskie letnie wieczory. A jakie są odczuwalne skutki 20 stopni i pochmurnego dnia?
[0. Uśmiech na twarzy Anii :) - przyp. Podróżnik]
1. Dotychczas, idąc rano o 7:30 na zajęcia czułam się jak w saunie, a dziś założyłam koszulkę z dłuższym rękawem (pierwszy raz od miesiąca).
2. Nasze mieszkanie nareszcie ma prawie jednolitą temperaturę - w pokoju jest troszkę cieplej a w kuchni i przedpokoju zimniej. Jeszcze wczoraj sytuacja przedstawiała się następująco: pokój chłodzony przez klimatyzację wskazuje temperaturę ok. 25 stopni; wychodzisz do przedpokoju, kuchni i łazienki - sauna.
3. Czujesz się rześko i przyjemnie, nawet jeśli wstało się o 6 rano.
4. Paweł zaczyna sie martwić, czy aby nie będzie większego ochłodzenie i czy aby nie zniknie ta wspaniała codzienna saunowa pogoda.

Cóż pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że kolejne dni pozostaną przy mojej ulubionej temperaturze 20 stopni. Żeby tylko nie nie padało :)



Tak się złożyło, że chyba jeszcze nie wspomnieliśmy nic więcej o mieście w którym mieszkamy, Hangzhou (czyt. Hangdżou). Przyjdzie nam je zwiedzać jeszcze przez najbliższy rok, codziennie mijać jego ulice, ale to nie powód do dyskryminacji. Szczególnie, że miasto jest wyjątkowo ładne - z kilku dotąd odwiedzonych w Chinach, to podoba się nam najbardziej. I nie jest to szybko wychodowany nacjonalizm lokalny, ale faktycznie, miasto ma tytuł najładniejszego miasta turystycznego w Chinach i zupełnie słusznie. Ma zdecydowanie więcej zieleni niż Pekin, jest też znacznie czystsze niż większość miast chińskich - sprzątane na okrągło, zadbane. Usytuowane jest nad Jeziorem Zachodnim (chin. 西湖 Xihu), zieloną okolicą, pełną kwiatów i poprzecinaną urokliwymi kanałami wodnymi. Prócz turystyki Hangzhou jest znane z Uniwersytetu Zhejiang, gdzie studiujemy. Ale o tym następnym razem.


Warto tutaj jeszcze wspomnieć coś o industrialnej stronie Hangzhou i Chin ogólnie. Miasto nie należy do największych, jak na standardy chińskie to "tylko" 4 mln mieszkańców. Ale podobnie jak inne tego typu miasta jest niezwykle rozwinięte. Wieżowce, markowe sklepy, swobodny dostęp do bezprzewodowego Internetu. W sumie duża część miast Chińskich tak wygląda i powiem, że nie spodziewałem się tego. Zła prasa, jaką ostatnio mają Chiny, sugerowałaby, że to kraj zacofany, biedny, itd. Nie wchodząc w szczegóły ile w tym prawdy - bo i tak po części jest - to jednak na każdym kroku widać przepych i nowoczesność. Zdjęcia może to lepiej zobrazują choć to raczej tylko wstęp do też ciekawej - i chyba mniej opisywanej - strony Chin.


Mowa ptaków - chińska mowa

Tuż po przyjeździe do Hangzhou zatrzymaliśmy się w bardzo urokliwym hoteliku, niedaleko jeziora i parków. Bardzo szybko zauważyliśmy, że tutejsi mieszkańcy mają wspólne hobby: hodowlę ptaków. Prawie przy każdym domu można było zauważyć klatki. Jednak pewnego ranka, idziemy sobie ulicą, patrzymy a tu na murku koło domu klatka z ptaszkiem - i to nie byle jakim! Zaczynamy się przyglądać, a ptak mówi do nas: Ni hao, czyli dzień dobry. I za chwile słyszymy: Xigua, arbuz, a potem women xuxi: odpoczywamy. Gdybyście nie wierzyli, że nawet ptaki potrafią nauczyć się mówić po chińsku, zamieszczamy filmik :)



Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Blogger Template by Blogcrowds